Maluch w Kadrze | Katarzyna Filipek

BŁYSKAWICZNE NARODZINY SARCI

To historia z wieloma wątkami i zwrotami akcji😉

Karolina latem 2024 roku napisała do mnie, że marzy o sesji karmienia piersią. Że jest w ciąży i czuje, że to może być ostatni moment, by zatrzymać to co dla niej ważne. A jeśli chodzi o kadry z karmienia, to szczególnie nie trzeba mnie namawiać😉

Stworzyłyśmy sesję, która jest tak bardzo moja! I Karoliny tez, ponieważ idealnie poczuła klimat zaproponowanych jej zdjęć🤎 Blisko natury (dosłownie! bo w płynącej rzece), o zachodzie słońca, z przewagą ujęć skóra do skóry. No cuuuuudo!

Podczas spotkania miałyśmy okazję porozmawiać także o mojej pasji do fotografii porodowej, Karolina zdradziła mi wówczas, że bierze pod uwagę poród domowy, a ja od razu odpowiedziałam, że ta pozycja znajduje się na mojej liście marzeń😉 Wspomniałam ogólnie o cenie i poinformowałam jak to mniej więcej się odbywa. I tyle.

Minęło sporo czasu, Karola wybrała zdjęcia i miała któregoś dnia przyjechała po ich odbiór. Powiedziała wówczas w biegu, że musimy się umówić na kawę bo: „nadal nie podjęłam jeszcze decyzji czy będę rodzić w domu czy w szpitalu, ale wiem już, że chcę byś była tego dnia ze mną” (mam ciarki jak to pisze!)🥺
Uśmiechnięta spytałam: „przypomnij mi proszę kiedy poród?” 13 grudnia – usłyszałam. A to była końcówka października😆

Ogarnęłyśmy formalności, przegadałyśmy wszystko i czekałyśmy. Wymieniając setki wiadomości czułam, że nasza relacja nie skończy się na tej wyjątkowej sesji.

WARTKA AKCJA

Dokładnie tak mogę podsumować nasze wspólne oczekiwanie na narodziny Sarki😄 Kilka razy byłam już w blokach startowych, bo prawie się zaczynało. Ale jednak fałszywy alarm😄W międzyczasie w głowie Karoliny nadal trwała walka w podjęciu decyzji szpital czy dom? Oddała jednak ostateczny głos losowi. Pamiętam zdanie „Jeśli w tym tygodniu to w szpitalu, ale jeśli w przyszłym to może jednak będzie to poród domowy”.

Ostatecznie spotkałyśmy się w szpitalu😉
Któregoś wieczora oglądałam z mężem serial i Karolina napisała „powoli myślimy o tym, by pojechać do szpitala„. Spytałam jak powoli? i otrzymałam odpowiedź „no tak, że stoimy ubrani w progu i zastanawiamy się czy wyjść😆”

Nie myśląc wiele, założyłam bluzę, złapałam butelkę z wodą i ruszyłam.
Dojechaliśmy w tym samym czasie i razem weszliśmy na izbę przyjęć. A stamtąd prosto do domu narodzin (to taki kompromis między porodem domowym a brakiem medycznej ingerencji w poród).

Uwierzcie lub nie, ale był to najszybszy poród w mojej reportażowej historii. Karolina weszła do wody, a trzy skurcze później na świecie pojawiła się malutka Sara🥺 Jak ona pięknie rodziła!!!! Poród przyjęła wspaniała Claudia🤎

Uwielbiam te zdjęcia, pomimo, że nie był to najłatwiejszy technicznie reportaż (bardzo mało światła). Pięknie oddają wszystko to co działo się tamtej magicznej nocy!

Dziś Karolina jest mi bardzo bliska! Uwielbiam jej kobiecą energię, empatię i to, że naprawdę mogę na nią liczyć. Jest moją powierniczką porodowych historii (bo tak jak ja ma na tym punkcie bzika), zgodziła się opowiedzieć o swoich doświadczeniach na naszym wspólnym live (zachęcam Was bardzo do jego odsłuchania) a przy tym jest moją chodzącą reklamą😉

Karolina! Jestem przeszczęśliwa, że los postawił mi Ciebie na drodze!

error: Te zdjęcia są chronione!

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.